Szanowni Koledzy,
wczoraj się dowiedziałem, że na portalu lewica.pl ukazał się dwa mie- siące temu mój tekst - publikowany również na stronie TŻŚ (raczej nie-
potrzebnie) - "Rzekł Pan". Sprawa, o której w owym tekście piszę, trwa,
więc jeszcze nieraz będzie publiczna gadka. Kilku chłopczyków komen-
tujących tekst na portalu lewica pomówiło mnie o antysemityzm z powodu wyrazu giewałt" użytego przeze mnie przy omawianiu kłamstwa pana Krzysztofa Teodora Toeplitza. Nie cierpię dzieci, więc bezpośrednio z nimi nie gadam, bo puchną uszy. Moją reakcją na insynuację był tekst "Z nieba dane", który dziś przesłałem portalowi lewica i przesyłam Wiesiowi - może zechce wykorzystać.
Pewnie na temat antsemityzmu jeszcze się wypowiem. Być może zechcą się też wypowiedzieć inni koledzy, którzy byli w szkole w roku 1968.
Szkoła miała nie tylko jasne strony, a jeśli prawda wyzwala - to walmy.
Jerzy Pieczul (1963)
Z nieba dane
Jadę w pustym przedziale, pociąg skacze na równej drodze, słyszę:
- Wiecie wy chociaż, w jakim swiecie żyjecie, szwejku?
Nikt nie odpowiada, to mówię:
- Melduję posłusznie, w najbardziej tolerancyjnym na świecie. Tu się mówi: “Żyd, a -
¬l e porządny człowiek”, “Ukrainiec, a l e na miejscu gość”.
- Jesteście Żyd?
- Mnie tam wszystko jedno, kto jestem. Nos mi się zadarł, bo wjeżdżałem w życie no-gami do przodu – tyle wiem na pewno.
- Czyli jeszcze gorzej: antysemita.
- Nie wiem, co to takiego – ale po czym pan porucznik poznał?
- Po nosie. Czemu mówicie, że się zadarł?
- Bo zadarty.
- A kogo to obchodzi? Nie mogliście powiedzieć kiedy indziej, tylko akurat jak pytam, czy jesteście Żyd?
- Melduję posłusznie, wszystko można kiedy indziej. Jak jedna z moich panienek puś- ciła bąka w nieodpowiedniej chwili, a ja powiedziałem: “Nie mogłaś kiedy indziej?”, od razu mnie rozszyfrowała: “Cham!”. Pewnie, że mogłem kiedy indziej, ale wtedy na to nie wpad- łem.
- Wiecie, że Żydzi są garbatonosi?
- O Boże!
- Przestańcie! Nie wiedzieliście?
- Ależ to musi być nieszczęście!
- No proszę! Nie dość, że antysemita, to jeszcze wojujący. Widzicie, jak łatwo was roz- szyfrować?
- Bardzo łatwo. Kiedyś sądzili mnie za uchylanie się od dzieci. Pan prokurator Kuderka zapytał podchwytliwie, co by to było, gdyby się wszyscy uchylali. Nie mam aż takiej wyob- raźni, więc nie umiałem odpowiedzieć. Za niepatriotyczność przysolili mi dożywotnio pan- nę nad głową z ośmioma bachorami na deskorolkach.
- A wiecie chociaż, kto to Żyd?
- Nie bardzo, choć bez przerwy słyszę: “Nie wiesz, że to Żyd?” Najpierw myślałem, że - jakiś modny pies, bo tego jest od metra, więcej niż ludzi. Potem nastało święte radio i się kapnąłem, że - coś z człowiekowatych. Czasem w rozmowie nawet słyszę: “człowiek”, ale to chyba przesada. Nawet najlepsi znajomi mówią zwyczajnie: “Ukrainiec”, “Żyd” - bez ozdobników, i wszystko jasne. Pewnie myślą, że dla mnie - też, bo przecież by nie mówili.
- Przepadliście, szwejku. Wojujący antysemita, który nie wie, co to Żyd, to najgorsze,
co może być. Chyba że robicie ze mnie durnia.
- Melduję posłusznie, panie poruczniku, czegoś takiego się nie robi – teoria wielkich liczb mówi, że to jest dane z nieba.
Jerzy Pieczul (1963






