Wpadłem pod samochód. Nie planowałem, ale według rachunku prawdopodobieństwa i tak się szykowało: naoglądałem się rozjecha- nych żab, psów, kotów, jeży, zajęcy, saren, dzików – nawet wyciąga- łem martwego kierowcę spod martwego łosia, jako że w naszych spo- kojnych stronach zwierzaki garną się do ludzi – wreszcie padło i na mnie: stoi coś białego z brodą. Myślałem, że kawał, bo zawsze chcia- łem pożartować przed śmiercią. Słyszę: - O Jezu! O Boże! Uszom nie wierzę: mój głos! Od razu wytrzeźwiałem. - Jak trwoga, to do Boga, co? – mówi biała zjawa. – I po co to wzywać nadaremno? Kapnąłem się, że lekarz.
- Nikt tu nie wzywa – mówię – normalnie wyję z bólu.
- A po co?
Zaskoczył mnie.
- Proszę o chwilę cierpliwości – mówię – muszę się zastanowić.
- Nie jest tak źle.
- Z panem – na pewno, chodzi o mnie.
Okazało się, że i z nim nie najlepiej – trafiłem w sam środek strajku służby zdrowia. Białe mądra-le wpadły na dziecinnie prosty pomysł: rząd nie dał podwyżki, to pacjent załatwi.
Dzień dobry Państwu. Zdychający bezrobotny ma zaszczyt być użyty jako humanitarne narzę-dzie szantażu w celu potrojenia pensji pana ordynatora, rzecz jasna – we własnym interesie. Dziękuję za uwagę. Nie wiem, co tam gdzie tam, wolę na wszelki wypadek mieć sumienie – mówię uczciwie: nikt mnie nie używał. Lekarze unikali jak zarazy –nie chcieli gadać ani o chorobie, ani o zdrowiu, ani nawet o pogodzie. Owszem, co rusz zaglądał kapelan – ale wciąż żyłem i akurat patrzyłem w sufit. Dyndałem na wieszaku ciemny jak tabaka w rogu, myślałem o pierdołach. Wykombinowałem z nudów, że lekarz i pacjent tym się od siebie różnią, co dwie strony jednego nieszczęścia Czyli bez różnicy: może on – mogę ja. Tylko wpadnę następnym razem pod samochód, z mety ogłaszam strajk: nigdzie nie łażę, nie jem, nie palę, nie piję – w ogóle się nie leczę. Służba zdrowia potrzebuje mieć lepiej – niech mi szybko załatwia pieniądze. Nie załatwicie – pies Was drapał, proszę mieć żal do siebie. I tak wyjdę na swoje, bo spełni się marzenie: chociaż sobie zażartuję przed śmiercią.
Jerzy Pieczul






