Daleki sąsiad pozdrawiał żonę po północy – widać dopiero wrócił – w rytm dum-dum gra-jącej szafy, a ona darła mordę. Nie chciało mi się spać. Polazłem, mówię grzecznie, żeby
się przymknęli.
- Trochę kultury, chamie! - powiedziała pani i trzasnęła drzwiami, aż w całym bloku psy się
pobudziły.
Co tam trochę – dałbym wszystko, gdybym miał pewność, co takiego kultura. Jedno życie
mam w mieście, drugie – w lesie, dlatego nie jestem na bieżąco, wciąż się potykam o obce
rzeczy.
Spotykam kumpla, z którym się bardzo dobrze rozumiemy: on lubi jasne, ja – ciemne mocne. Siadamy i pytam o kulturę.
- Człowieku – mówi – ty śpisz czy jak? Kto ma głowę do takich słów?! Kasa, bryka, dysko,
komórka, zęby, ściana – to są teraz słowa. Co ma do tego jakaś kultura.
- To w końcu wiesz, czy nie?
- Jasne, ale zapomniałem. Chyba że jeszcze masz na piwo, to może bym przypomniał.
Miałem, i to tyle, że obaj żeśmy zapomnieli.
Potem, pamiętam, wracam autobusem. Pełno ludzi, nikt nic nie mówi, tylko – jeden młody:
półdupki – na dwóch siedzeniach naraz, nogi rozkraczone jak przy porodzie na zakręcie,
co drugie słowo – wyraz. Na oko widać, że nie ma chłop żadnych wątpliwości. Na pewno
będzie wiedział to, czego ja nie wiem, w razie bym zapytał. Nie chciałem przy ludziach, pa-
trzyłem, gdzie wysiądzie i – za nim. Podchodzę, pytam, czy nie wie przypadkiem, co to za
zwierzę ta kultura. Dostałem w dziób, zanim zdążyłem zamknąć. Od razu się zrobiło jak
ten Polam – wszystko jasne.
Jak to jednak obce słowa wpadają w ucho.
Jerzy Pieczul





