Jednym ze statutowych powinności jakie przyjęło na siebie Stowarzyszenie Absolwentów TŻŚ było odzyskanie, gromadzenie i zabezpieczenie pamiątek po naszej szkole. Nie wiem ile tych pamiątek "odzyskano, zgromadzono i zabezpieczono", bo próżno byłoby szukać jakichkolwiek informacji na ten temat na stronie internetowej Stowarzyszenia. Zresztą poza Zbyszkiem Toporowiczem i niżej podpisanym nikt na tej stronie nie dba o jakąkolwiek informację. Nawet w kwestii ostatecznej wersji programu "I Spotkania Absolwentów" Prezes prosił niżej podpisanego o zamieszczenie stosownej informacji.
Ale do rzeczy: czyż nie "odzyskano, zgromadzono i zabezpieczono" tych szkolnych pamiątek po to, abyśmy my - absolwenci - mogli je zobaczyć? Jakaż inna okazja nadawałaby się do tego lepiej niż podsumowanie czterech lat działalności Stowarzyszenia i "I Spotkanie Absolwentów"?
Dlaczego więc w programie "I Spotkania Absolwentów" nie uwzględniono rzeczy moim zdaniem podstawowej jaką byłaby ekspozycja pamiątek, fotografii, rzekomo odzyskanego sztandaru itd.? Przecież w zasadzie tylko to mogłoby przekonać Absolwentów wszystkich roczników o słuszności powołania Stowarzyszenia. Członkom Zarządu Stowarzyszenia mogą wystarczyć werbalne wyliczanki Prezesa wygłoszone w trakcie obrad, ale całej rzeszy Absolwentów nic one nie mówią. Chcielibyśmy te pamiątki zobaczyć wyeksponowane na okolicznościowych tablicach, a sztandar TŻŚ powinien towarzyszyć uczestnikom Zjazdu jako symbol trwałej pamięci o naszej szkole. Niestety - w sprawozdaniu z działalności Prezes więcej czasu poświęcił "wojnom internetowym" i związanej z tym przemyślnej taktyki chowania głowy w piasek, niż sprawom pamiątek nie mówiąc już o ustosunkowaniu się do głosów krytyki, bo takie pojawiały się od zarania działalności Stowarzyszenia.
Czarę goryczy przebrało wcześniejsze głosowanie Zarządu Stowarzyszenia Absolwentów nad włączeniem ceremonii wodowania książki (napisanej przecież przez Absolwenta TŻŚ i o TŻŚ) w Program "Walnego Zgromadzenia i Pierwszego Spotkania Absolwentów". Zagłosowano "przeciw", więc organizacją ceremonii zajęli się inni Absolwenci na własna rękę. Jednak gdy tylko to upublicznili - zaraz pojawiły sie głosy o "mieszaniu w ruchu absolwenckim" itp. Nie służyło to ani dobrej atmosferze planowanego "I Spotkania Absolwentów" - ani tym bardziej dopracowaniu szczegółów.
Zaczęła się przepychanka, którą zainicjowało "łaskawe" umieszczenie "wodowania" w drugim dniu Zjazdu na pokładzie statku niegdyś szkolnego. Zepchnięcie tej ważnej dla autora i absolwentów imprezy "gdzieś w krzaki i komary" spowodowało zrozumiały sprzeciw - nie tylko organizatorów. W tej książce autor zawarł cząstkę losów osób, na obecności których podczas wodowania zależało mu bardzo. W auli jest nagłośnienie i są amfiteatralnie ułożone fotele pozwalające widzom na pełne uczestnictwo w uroczystości. Na statku szkolnym można co najwyżej napić się (bardzo drogiego) piwa, a nie organizować "wodowanie".
Niestety - domaganie się organizatorów imprezy aby ceremonia odbywała się w auli w obecności Absolwentów i Nauczycieli zaproszonych na "I Spotkanie Absolwentów" odczytane zostało przez kilka zaledwie osób jako bezczelność i z góry zaplanowano bojkot. Wystarczy popatrzeć kto na ceremonii był, a kto nie... Dotyczy to zarówno Nauczycieli jak i członków Stowarzyszenia Absolwentów.
Uwagi w rodzaju "ciekawe czy powiadomiono Nauczycieli o zmianie godziny wodowania" świadczą o tym, że wodowanie - nawet po włączeniu go w program "I Spotkania Absolwentów" traktowano jak osobną i na dodatek obcą imprezę. Przecież jeśli zaproszono Nauczycieli na "I Spotkanie Absolwentów", częścią którego miało być "wodowanie" - jaka logika nakazywałaby wysyłać zaproszenia na wodowanie oddzielnie? Chyba tylko taka, że zarówno autora książki jak i jego najbliższych oraz kolegów chcących Mu imprezę zorganizować ma się gdzieś i nie zmienią tego żadne okrąglutkie tłumaczenia post factum. Bojkot jest bojkotem i trzeba jego konsekwencje przyjąć "na klatę", a nie wić się jak wąż po cytatach ze stron internetowych.
Tzw. "ruch absolwencki" już dawno się pozbył ludzi najbardziej operatywnych, przedsiębiorczych i nie oglądających się na innych. Gdyby było inaczej i ci najlepsi byliby organizatorami imprezy - "I Spotkanie Absolwentów" wyglądałoby mniej więcej tak:
1. Godz 9.00 - otwarcie biura Zjazdu, dyżur stały przy wejściu do szkoły, pomoc w dotarciu do auli, opieka dla starszych itd.
2. Godz 9.30 - Powitanie przybyłych przez Prezesa Stowarzyszenia, wprowadzenie sztandaru (rozwieszenie go, przypięcie - obojętnie...)
3. Godz 10.00 - Krótkie przemówienia (np. najstarszego Nauczyciela, najstarszego Absolwenta, najznamienitszego Absolwenta itd. to tylko przykłady)
4. Godz 10.30 - wodowanie książki Waldka Mielczarka i związane z tym punkty programu
5. Godz 11.30 - zakończenie uroczystości w auli, przejście do miejsca eksponowania pamiątek po szkole np. w świetlicy w internacie, tam też w tym czasie podpisywanie książki przez autora, rozmowy (klasowe) w kuluarach, przy eksponowanych zdjęciach i pamiątkach aż do obiadu piętro niżej.
6. Godz 13.00 - Uroczysty obiad, toasty itp.
7. Po obiedzie obojętnie gdzie (tak mało było członków) przeprowadzić Walne Zgromadzenie
8. W drugi dzień - tak jak to miało miejsce - piknik na statku (niegdyś) szkolnym, lub gdziekolwiek, gdzie jest i taniej i przyjemniej.
W dowolnym punkcie programu można byłoby dodać jakąś atrakcję (występ zespołu muzycznego z szantami czy kabaretu, absolwentów-aktorów itp.).
Na co najmniej trzy miesiące przed Zjazdem byłby gotowy plan uroczystości i rozesłane imiennie pocztą zaproszenia dla Nauczycieli i Pracowników Szkoły. W niektórych przypadkach zadbano by o transport starszych przecież osób do szkoły (samochodów w bród - jeden przed drugim się pyszni furą z klimą, alufelgami i ksenonami).
Korzyści z tak zaplanowanego Zjazdu w porównaniu z tym co było nawet nie trzeba wymieniać: aula wynajęta na krócej (a więc taniej i bez dopłat za przeciągnięcie terminu - podczas gdy przez dwie pierwsze godziny była praktycznie niewykorzystana), nie trzeba oczekiwać te dwie godziny na jakąś sensowną liczbę członków "Stowarzyszenia" aby Walne Zebranie mogło się odbyć, nie fermentowanie spontanicznie tworzącej się atmosfery zjazdowej jakimiś bojkotami i obstrukcjami itd. itd.
Dlaczego więc nie można tak zorganizować naszych spotkań? Można! Trzeba po prostu odciąć pępowinę. Zjazd bez wglądu do pamiątek po szkole, bez jednej choćby atrakcji, pełen nudnych przemówień, bojkotujących go nauczycieli i niektórych absolwentów może się odbyć gdziekolwiek... A jeśli ma się odbyć w naszych starych murach - powinien uwzględniać głosy i interesy WSZYSTKICH grup absolwentów, a nie jedynie członków Stowarzyszenia i jego Zarządu.
Andrzej Podgórski - absolwent 1966-1971
obserwator Walnego Zebrania i tzw. Pierwszego Spotkania Absolwentów,
jeden z członków - założycieli Stowarzyszenia Absolwentów,
współorganizator "wodowania" książki "Jungom równi" Waldka Mielczarka
oraz czynnie w nim biorący udział,
obserwator Walnego Zebrania i tzw. Pierwszego Spotkania Absolwentów,
jeden z członków - założycieli Stowarzyszenia Absolwentów,
współorganizator "wodowania" książki "Jungom równi" Waldka Mielczarka
oraz czynnie w nim biorący udział,






dwa piwa wypiłem...
jako sie rziko,
za friko.
dodam jeszcze,że właśnie takie spontaniczne działania,jakim było wodowanie,było działaniem które wypaliło na maxa...tylko dlatego...ponieważ nie przyłożyło do tego ręki Stowarzyszenie.
Właśnie to działanie udowodniło,że...
>mamy,jako absolwenci olbrzymi potencjał wszelaki.
>Stowarzyszenie znalazło się w nieodpowiednich rękach.
>Stowarzyszenie,niektórzy absolwenci,niektórzy nauczyciele...są powodem bardzo wielu konfliktów w naszym absolwenckim ruchu...NO BO...jak inaczej nazwać bojkot wodowania.
Pamiątki po naszej BYŁEJ,to oddzielny temat,który należy wyjaśnić prawnie,definitywnie i ostatecznie,przy pomocy dobrego prawnika...pierwsze 1000zł funduję na ten cel...
PONIEWAŻ...
dochodzą do mnie głosy,że,te pamiątki znajdują się w prywatnych rękach...pod znamienitym"pseudo płaszczykiem Stowarzyszenia"...które...robi wszystko,aby tak było...i chce aby tak pozostało.
Mogę jeszcze dodać,że ongiś,takie właśnie uroczystości,rozpoczynały się od wejścia sztandarów szkolnych,i była to...naprawdę wzruszająca chwila. W dalszym ciągu potwierdzam,że jestem w stanie przyjąć bezpłatnie,do swoich pomieszczeń,to wszystko co pozostało po naszej szkole,odpowiednio zabezpieczyć...choćby po to...aby nie były w prywatnych rękach...i tylko po to...aby każdy absolwent mógł je obejrzeć każdego dnia...w godz 10.oo- 22.oo.
Jeśli będą podobne propozycje od innych absolwentów...
NIE MA SPRAWY...PROSZĘ PRZEJĄĆ INICJATYWĘ...pozdrawiam wszystkich.
Tadeusz Wydrych 1959-64.